Dominikana wycieczki

By | 27 maja 2012

Lipiec- decydujący czas dla mojej skromnej osoby. Teraz okaże się czy dostanę promocję na wyśnione studia i czy będzie na mnie czekać podróż na Tanzania safari do miejskiej dżungli. Jak ktoś żyje w niewielkim miasteczku jak ja, w którym jest kilka pawilonów handlowych na miasteczko, to wyprawa do miasta takiego wielkiego jak np. Poznań jest nielada wyzwaniem.

Dałam radę! Dostałam się! Teraz nadszedł moment aby zająć się sprawami organizacyjnymi, tj. przeprowadzka, złożenie akt osobowych, etc. Kupując bilet na pociąg do Warszawy miałam wrażenie jakbym zdobywała Peru bilety do wiedzy i nauki. Po przyjeździe do miejskiej dżungli moje obawy znalazły potwierdzenie, czułam się jak w wielkiej dżungli… Gdzie iść? W jaki tramwaj wsiąść? Obawiam się,że na każdej wycieczki prościej się zorientować w transporcie i organizacji ruchu niż tutaj… Mimo wszystko, mimo strachu i przerażenia paraliżującego mnie od wewnątrz wybrałam się wewnątrz dżungli. W najbliższym napotkanym sklepiku zaopatrzyłam się w najnowszą mapę miejscowości. Taki drobiazg, a raduje i pomaga w życiu. Dzięki niej wiedziałam już orientacyjnie w którym kierunku iść. Ale na przejazd miejskim środkiem transportu się nie odważyłam, wolałam przespacerować się te parę kilometrów do uczelni. Po drodze poznałam bezlik osób rozdających ulotki reklamowe lub zachęcających przed biurami podróży i trzymających nad głową wielgachny afisz „Wycieczki Kenia incentive!” czy też „ Wyjazdy na zamówienie!”. Zaciekawiła mnie nazwa „Incentive”, więc podjęłam decyzję że zagadam do tego chłopaka i go wypytam, przy okazji nabywając pierwszą znajomość w nowym mieście. Tak jak się domyślałam, był to żak, dorabiający po szkole. I to z mojej uczelni! Przedstawił mi przy szansie rozmowy jak najprostszą drogą dostać się do uczelni i których środków transportu użyć. Po załatwieniu wszystkich niecierpiących zwłoki spraw studenckich, najwyższy czas wracać do domu i powoli zacząć planować egzotyczne wyprawy do dzikiego świata studenckiego.